Kolejne kilometry Sztafety Górskiej 2019 za biegaczami. Beskid Wyspowy, Pieniny i Beskid Sadecki zdobyte

Kolejne kilometry Sztafety Górskiej 2019 za biegaczami. Beskid Wyspowy, Pieniny i Beskid Sadecki zdobyte

Z Jurkowa do Krynicy Zdrój, taki odcinek mieli do pokonania biegacze dziesiątego dnia Sztafety Górskiej 2019 "Grupa Azoty na Szczytach".

Dziesiąty etap sztafety rozpoczął się z miejscowości Jurków, skąd zaczęli Grzegorz Czyż i Marek Łabuz. Biegacze mieli do pokonania ponad czternaście kilometrów z podejściem pod Mogielicę mierzącą 1170 metrów nad poziomem morza.

"Dzisiejszy dzień z Markiem Łabuzem rozpoczęliśmy od pierwszej zmiany, pokonując ponad czternaście kilometrów, na trasie z Jurkowa do Szczawy" - powiedział Grzegorz Czyż.

"Już od samego Jurkowa mieliśmy ostry podbieg na Mogielicę (1170 metrów nad poziomem morza), jednak bardzo spokojnie pokonaliśmy całą trasę, choć bardzo dokuczały nam owady, które nie opuszczały nas do samego szczytu."

"Z Mogielicy spokojnym tempem udaliśmy się w kierunku Szczawy Bukówka, gdzie przy Pijalni Wód zakończyliśmy swój etap."

"Trasa w większości kamienista, dlatego też spokojnie podbiegaliśmy pod wzniesienia, natomiast powrót z najwyższego szczytu wiódł ścieżkami leśnymi, a koniec odcinka pokonaliśmy po asfalcie."

"Był to spokojny bieg w dobrym tempie, jednak z odpoczynkiem po dwóch dniach biegu szosą."

Drugi etap tego dnia należał do Kazimierza Kamoli i Waldemara Brodackiego, którzy swój bieg zakończyli w Ochotnicy Dolnej.

"Wraz z Kazimierzem Kamolą poszliśmy na tak zwany drugi ogień, czyli drugi etap dziesiątego dnia, pokonując odcinek od Szczawy Pijalni Wód do Ochotnicy Dolnej, który mierzył prawie siedemnaście kilometrów" - powiedział Waldemar Brodacki.

"Większość odcinka prowadził szosą, jednak mocno pod górę. Pogoda nam dopisała, ponieważ o tej porze temperatura nie była zbyt wysoka i można powiedzieć, że cały odcinek pokonaliśmy w komfortowych warunkach."

Na trzeci etap wybiegło aż trzech biegaczy. Do Mateusza Apiecionka i Dariusza Saniewskiego dołączył Piotr Sterna. Cała trójka pokonała ponad czternaście kilometrów z podejściem pod Lubań (1212 metrów nad poziomem morza) i zakończyła swój odcinek w Czorsztynie.

"Podczas dziesiątego etapu na trasę ruszyłem wraz z Mateuszem Apiecionkiem oraz Dariuszem Saniewskim i razem w trójkę wbiegliśmy na Lubań" - powiedział Piotr Sterna, ratownik Sztafety Górskiej 2019 "Grupa Azoty na Szczytach".

"Od samego początku biegliśmy pod górkę, tam gdzie było to możliwe, a w innych przypadkach podchodziliśmy. Przez pięć i pół kilometra suma przewyższeń wyniosła 750 metrów, co jest sporym wynikiem, a na sam szczyt wbiegliśmy w około pięćdziesiąt minut."

"Dalsza część trasy wiodła w dół i można powiedzieć, że była trochę niebezpieczna, ponieważ było dużo luźnych kamieni oraz wąskich ścieżek, które były wymyte przez małe rzeczki. Ostatni kilometr biegliśmy po asfalcie i z lekkim wzniesieniem i to również odbiło się na naszym tempie."

"Najbardziej doskwierającym elementem krajobrazu i przyrody, była niezliczona ilość latających much i owadów."

Poranną zmianę zakończyli tym razem Robert Grajdura i Zbigniew Kapuściński, którzy wbiegli na Trzy Korony mierzące 982 metrów nad poziomem morza oraz Sokolicę (747 m n.p.m.). Bieg zakończyli w Schronisku PTTK Orlica, gdzie czekała już kolejna dwójka biegaczy: Wiesław Kotarski i Dominika Niemiro.

"Wraz z Wiesławem Kotarskim rozpoczęliśmy ze Schroniska PTTK Orlica, a następnie wbiegliśmy na Wysoką (1050 metrów nad poziomem morza), skąd udaliśmy się na Przełęcz Rozdziela i zakończyliśmy w Obidzy" - powiedziała Dominika Niemiro, która wraz z pomysłodawcą sztafety przebiegła ponad osiemnaście kilometrów.

"Szlak prowadził halami, był bardzo odsłonięty, co spotęgowało efekt gorąca, które w tym czasie mocno dawało nam się w we znaki, więc naprawdę to odczuliśmy."

"Dużym problemem okazał się także brak wody na ostatnich kilometrach naszego odcinka, więc na metę dobiegliśmy bardzo spragnieni. W Obidze czekali już na nas koledzy Tomasz Sikora i Kamil Michoń, którzy przejęli od nas zmianę, a my mogliśmy odpowiednio się nawodnić."

Z Obidzy na szóstą zmianę ruszyli tymczasem Tomasz Sikora i Kamil Michoń, którzy mieli do pokonania niecałe piętnaście kilometrów. Dwójka biegaczy pokonała trzy szczyty: Wielki Rogacz (1182 m n.p.m.), Radziejowa (1262 m n.p.m.) oraz Niemcowa (1001 m n.p.m.) i udała się do Piwnicznej Zdrój, gdzie na swoją zmianę czekali Czesław Węglarz i Radosław Gałamaga.

"Nasz etap rozpoczęliśmy z Piwnicznej-Zdrój" - powiedział Czesław Węglarz. "Podobnie, jak w dniach poprzednich, pogoda była niesprzyjająca bieganiu, ponieważ było bardzo gorąco i potrzebne było odpowiednie nawodnienie, co jest bardzo ważną sprawą."

"Rozpoczęliśmy bieg wraz z Radosławem Gałamagą w kierunku Wierchomli Wielkiej oraz Wierchomli Małej. Trasa widokowa, ponieważ biegliśmy wzdłuż Popradu, jednak cały czas się wznosiła i osiągnęła 400 metrów przewyższenia."

"Tempo było dobre i myślę, że odcinek był wymagający. Mimo iż biegliśmy szosą, cały odcinek był bardzo ciekawy."

Na ostatnią zmianę wybiegli Piotr Pawliński i Przemysław Rybak, których odcinek prowadził z Wierchomli Małej do Krynicy Zdrój, gdzie zakończyli dzień.

"Dziesiąty dzień Sztafety Górskiej rozpoczęliśmy od przejęcia zmiany od Czesława Węglarza i Radosława Gałamagi" - powiedział Piotr Pawliński.

"Od samego początku nasz odcinek biegł ostro w górę, czego efektem było zdobycie Jaworzyny Krynickiej (1114 metrów nad poziomem morza) i z tamtąd myśleliśmy, że będzie z górki, jednak okazało się, iż było ostro w dół."

"Mocny zbieg wraz z Przemysławem Rybakiem spowodował, że przeoczyliśmy odgałęzienie zielonego szlaku, który prowadził do Krynicy Zdrój, gdzie kończyliśmy nasz dzień i znaleźliśmy się dwa kilometry od mety. Znaliśmy jednak dokładnie trasę, choć musieliśmy dołożyć cztery kilometry, aby dobiec do końca odcinka."

"Cała trasa była kręta i pagórkowata. Osiągnęliśmy ponad 900 metrów przewyższeń" - dodał.

Biegacze dzień zakończyli z sumą ponad stu dwudziestu kilometrów.


Drukuj   E-mail